Niesklasyfikowane

RUBIN

Nie wiem, po co to zrobił. Uparł się i chciał coś udowodnić tym swoim głupim kolesiom. Krzyczał , że to był tylko zakład, że nie chciał tego zrobić. Niestety, w tamtym momencie nie było już odwrotu.

To była chłodna listopadowa noc. Mówiąc chłodna mam na myśli jedną z tych nocy,
w których wiatr wieje tak bardzo, że masz wrażenie jakby sam szatan smagał cię lodowym batem po kościach. Pamiętam to uczucie. Brr. Dobrze, że to jest poza mną.
Wszyscy już spali. Jedynie wuj Hezjan spacerował jak zwykle pomiędzy grobami zamyślony i nieobecny. Patrząc na niego można było odnieść wrażenie, że jest gdzieś w innym świecie.
Pytałem się kiedyś hrabiny Berkowskiej dlaczego Hezjan zachowuje się tak dziwnie. Opowiedziała mi, historię o tym jak wuj zakochał się w młodej arystokratce Alinie. Jej rodzice byli posiadaczami ziemskimi, zaś jego rodzina była tylko zubożałą szlachtą. Młodzi spotykali się potajemnie nad urwiskiem nieopodal posiadłości Aliny. Pewnego razu na schadzce przyłapał ich łowczy i doniósł ojcu Aliny. Ojciec zakazał dziewczynie utrzymywania kontaktów z Hezjanem, zaś ta nie mogła pogodzić się z tym, że rodzina nigdy nie zaakceptuje jej związku z ubogim kochankiem. Legenda głosi, że pewnej nocy Alina nie wytrzymała i skoczyła z urwiska przy, którym spotykała się z Hezjanem. Zostawiła mu list i rubin, który zawsze nosiła na szyi. Podobno od tego czasu wuj zamknął się w sobie. Nie wychodził z domu, nie jadł, nie pił, a w rezultacie umarł po kilku latach na jakąś panującą w tamtych czasach chorobę. Hrabina Berkowska nie pamiętała dokładnie jaka to była choroba. Po jego śmierci, rodzina Hezjana wmurowała drogocenny kamień w płytę jego grobu. Kilka razy w roku wujowi przypomina się Alina. Chodzi wtedy całymi nocami po cmentarzu jakby czekał na swoją wybrankę.

Wracając sedna. Tej nocy też nie mogłem spać i postanowiłem posiedzieć przy bramie cmentarza. Siedziałem tak, nie myśląc o niczym i wpatrywałem się w ciemną noc, gdy nagle usłyszałem jakieś krzyki i śmiechy dobiegające z dołu. Po chwili zauważyłem grupkę wyrostków zbliżającą się do bramy. Na pewno byli pijani albo naćpani. Weszli na górę, chwilę porozmawiali i jeden z nich przeskoczył bramę wejściową. Minął mnie jakbym nie istniał. Trochę mnie to zdenerwowało, ale nie mogę winić żywotniaków. Tacy już są. Nie zauważają nic poza czubkiem własnego nosa.

Mały rudy chłopak wyglądał mi na takiego, który w końcu wkupił się w łaski głupków z klasy i teraz jest gotów zrobić wszystko, by nie wypaść z paczki. Było mi go szkoda, ale cóż. Każdy podejmuje decyzje za, które musi potem ponieść konsekwencje.
Chłopak chodził po cmentarzu rozglądając się i czytając napisy na nagrobkach. Najwyraźniej czegoś szukał. Doszedł w końcu do krypty wuja Hezjana. Szedłem cały czas za, nim i uważnie przyglądałem się co robi. Rudzielec wszedł do krypty i zaczął coś majstrować przy grobie Hezjana. Uniosłem się nad chłopakiem, by lepiej zobaczyć co kombinuje. W pierwszym momencie pomyślałem, że oszalał. Chciał wyrwać rubin z płyty grobowej wuja. To na pewno nie był dobry pomysł. Stał dłuższą chwilę mocując się z kamieniem aż nagle coś uniosło go do góry i cisnęło, nim o ścianę krypty. Zdziwiłem się, że przeżył to uderzenie, ale o dziwo wstał i przerażony zaczął uciekać. Przez chwilę chciałem mu pomóc, ale tak jak wspomniałem wcześniej – każdy podejmuje decyzje, za, które musi ponieść konsekwencje. W każdym razie Rudy włamywacz ledwo co wybiegł z krypty, a wuj znowu go miał. Tym razem złapał go za szyję, wzleciał z nim jakieś trzy metry nad ziemię i rzucił biednym chłopakiem prosto do pustego grobu. Dół był przygotowany, ponieważ następnego dnia miał odbyć się pogrzeb jakiegoś faceta. Chłopak najwidoczniej złamał coś sobie podczas upadku, bo leżał bez ruchu w grobie kwiląc tylko jak mała świnka. Krzyczał coś, że przeprasza, że to był tylko zakład, że on nie chciał nic ukraść. Niestety, było już za późno. Wuj właśnie wyrwał jeden ze zniszczonych nagrobków, podleciał z nim nad dół i spuścił na Rudzielca. Dzieciak nie mógł tego przeżyć.
Hezjan wrócił do swojej krypty odpocząć, a ja wróciłem pod bramę cmentarza. Kolegów rudzielca już nie było. Pewnie przestraszyli się krzyków i uciekli do domów. Prawdziwi przyjaciele.
Siedziałem jeszcze trochę zastanawiając się nad tym ilu jeszcze idiotów spróbuje ukraść rubin wuja Hezjana. Też kiedyś próbowałem. Mimo wszystko nie żałuję. Gdybym nie spróbował nigdy nie poznałbym Hrabiny Berkowskiej ani biednego wujaszka.

O, rudy wyleciał z grobu. Muszę iść się przedstawić i pokazać mu co i jak. W końcu zabawi tu jakiś czas.

Ucieczka

Buszując w zakamarkach swojego umysłu natknął się na nie. Było zielone i nieco kanciate.
Z początku wahał się przed wzięciem uczucia do ręki. Nie wiedział z czym dokładnie ma do czynienia, a poprzednie przygody nauczyły go, żeby odgradzać się od uczuć jak tylko można.
Bał się, że to coś, go wessie, a potem wypluje jak wypluwa się jakieś paskudztwo. Po chwili namysłu podniósł uczucie z ziemi. Czuł jak pulsuje, jak pragnie, by je przyjął. Powoli wnikało do jego umysłu wprowadzając swoje porządki. Po wszystkim wiedział, że jest krok bliżej. Jeszcze kilka rzeczy i będzie wolny.

__

Szedł krętymi uliczkami swojego umysły. Mijał zaniedbane kamienice, które patrzyły na niego i śmiały się w przerażający sposób. Wiedział, że to czego szuka jest w jednej z nich. Patrzył uważnie szukając czegoś co wskaże mu, budynek skrywający w sobie kolejną rzecz potrzebną do uwolnienia.

Idąc tak w głąb ciemnej ulicy zobaczył jak z jednej kamienic bije czerwona łuna. Była to największa i najbardziej złowrogo śmiejąca się kamienica. Zatrzymał się przed wejściem, rozłożył ręce i czekał. Nie minęła sekunda, a budynek wyciągnął po niego swoje długie kościste ręce.
Złapał go obiema rękoma, rozdziawił usta i połknęł jak cukierka.
Gdy leciał przez wnętrzności budowli gdzieś  pomiędzy 7 a 9 piętrem zobaczył  ten  sam czerwony blask, który przywiódł go w to miejsce. Złapał się poręczy i zatrzymał na 8 piętrze. Na samym końcu korytarza były drzwi od, których bił tajemniczy blask. Czuł podskórnie, że to właśnie za nimi jest to czego szuka. Przeszedł przez korytarz i wszedł do pomieszczenia za drzwiami.
Na środku obskórnego pokoju stała kanapa, a na niej siedzieli kobieta i mężczyzna. Oboje nie mówiąc nic do siebie wgapiali się w stojący przed nimi telewizor. Ekran był czerwony i oświetlał cały pokój. To on był źródłem tajemniczego światła.

Podszedł do telewizora i dotknął palcem ekran, który zachował się jak tafla wody. Po krótkiej chwili niepewności włożył do środka całą rękę.  Grzebał we wnętrzu jakiś czas aż w końcu natrafił na, coś co przypominało kamień. Mocno złapał i wyciągnął to coś z odbiornika. Przyjrzał się uważnie znalezisku, po czym włożył je do kieszenie. To był strach.

Miał już uczucie i strach. Została mu jeszcze do znalezienia jedna rzecz. Jedna rzecz i będzie wolny. Naprawdę wolny.

__

Sam nie wiedział jak długo już wędruje po pustkowiach swojej głowy. Dzielnica kamienic była bardzo daleko w tyle.
Idąc tak napotkał w środku pustkowia wielki telebim, na którym były wyświetlane momenty z jego życia. Zobaczył jak gra z ojcem w piłkę, swój pierwszy pocałunek, pierwszy dzień w pracy i własny ślub.
Patrzył na projekcję ciągle zastanawiając się co jest ostatnią częścią układanki, która da mu wolność i pozwoli wrócić do dawnego życia.
Stojąc i wgapiając się w swoje wspomnienia zdał sobie sprawę, że obok wielkiego ekranu są drzwi, których wcześniej nie zauważył. Były to zwykłe drewniane drzwi w kolorze zgniłej zieleni. Czuł, że właśnie za nimi kryje się wolność. Nie miał jednak klucza, by je otworzyć, a drzwi nie miały dziurki do której można włożyć klucz. Nie wiedząc co dalej zrobić wyciągnął z kieszeni strach oraz uczucie i położył obok siebie na ziemi. Siedział pod drzwiami patrząc na dwa kamienie i nagle zrozumiał. Wiedział już wszystko. Nie mógł wydostać się z tego miejsca z powodu strachu i uczuć. Nie chciał zostawić za sobą wszystkich uczuć, które towarzyszyły mu i bał się tego co będzie, gdy to się stanie. Dopiero teraz zrozumiał, że, żeby uwolnić się musi zniszczyć uczucia i strach. Wziął, więc oba kamienie i z całej siły uderzył nimi o siebie. Został z nich tylko zielono czerwony pył, który miał teraz na rękach.
W momencie, w którym pozbył się balastu strachu i uczuć drzwi otworzyły się ukazując mu oślepiający blask.
Nie czuł już nic, nie bał się niczego wszedł w światło i w końcu był wolny.
Nad łóżkiem stało kilku lekarzy. Próbowali jeszcze przywrócić pacjenta do życia, ale linia na monitorze była idealnie prosta. Nie wiedzieli, że nie uda, im się go znowu uwięzić . Był już poza ich zasięgiem.

-Czas zgonu 14:54
-Popatrzcie na jego twarz. On jakby się uśmiechał. Dziwne- powiedział lekarz i odszedł.

Prywatne piekło

„Bo góry mogą się poruszyć i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nigdy nie odstąpi od ciebie i nie zachwieje się moje przymierze pokoju – mówi Pan, ktory ma litość nad tobą”/Iz 54, 10/
Dzień.I znów budzi się dzień, i znów ja tam jestem Ja, czyli kto? Szarak, Przeciętniak, nieudacznik życiowy? Kiedyś nawet bym o sobie tak nie pomyślał..

Pamiętam jak jako siedemnastolatek uważałem się za człowieka z przyszłością za kogoś, kto stworzony jest do bycia kimś wyjątkowym. Uważałem się za kogoś lepszego, inteligentniejszego. Gdy patrzyłem na dorosłych czułem niechęć. Przyglądałem się ich zakłamaniu, ich obłudzie ich jak zwykłem to nazywać „szarej nudnej jak kurwa nic nie wartej egzystencji”. Wiedziałem, że taki nie będę, wiedziałem, że ja jestem inny, że ja się nie zmienię, że jestem ponad tym.. Wtedy nawet nie miałem pojęcia jak bardzo się mylę jak kurewsko sam siebie wprowadzam w błąd.
Zawsze czułem, że najważniejsze w moim życiu jest to by coś po
sobie zostawić by ktoś pamiętał, że istniałem. Na początku chciałem dokonać tego głośnym wygłaszaniem moich poglądów często spotykało się to z dezaprobatą otaczających mnie w danym momencie ludzi. Potem próbowałem
wszystko olewać i oczywiście głośno o tym mówić by każdy wiedział, że ja jestem tym, któremu na niczym nie zależy. Kiedyś na przykład zawsze, gdy jechałem autobusem przyglądałem się ludziom w nim jadącym i co widziałem? Wrogów. Teraz, gdy widzę tych samych ludzi widzę pustkę, smutek, wszechogarniającą samotność, której nikt i nic nie jest w stanie wypełnić.
Gdy byłem młody zawsze chciałem być aktorem. Myślałem, że człowiek, który jest aktorem jest bezgranicznie wolny może być kimś zupełnie innym może żyć iluzją i ta iluzja może być jego powietrzem, czymś, bez czego się nie da żyć.
Po zdanej maturze przystąpiłem do egzaminów do szkoły teatralnej, na których dowiedziałem się, że nie mam predyspozycji do wykonywania zawodu aktora.
Oczywiście nie dostałem się, ale ja jak to ja miałem ich i ich opinie głęboko w dupie. Wmawiałem sobie, że oni nie mają o mnie najmniejszego pojęcia i nie wiedzą nic o tym czy mogę być aktorem czy nie.
Po nie zdanym egzaminie moja niechęć do otaczającego mnie świata wzmogła się. Nie było dnia bez myśli o podpaleniu albo wysadzeniu planety a wraz z nią jej mieszkańców. Czułem, że to nie jest normalne, ale jak tak bardzo po ludzku nienawidziłem ludzi.Tylko, co mi teraz z moich patetycznych sądów o ludziach z moich wielkich myślach z mojej nie przeciętnej wręcz wrażliwości z mojego „talentu”. Po roku rozmyślania doszedłem do wniosku, że nie ma, co „marnować” się w tej dziurze i czas wracać do domu. Jak zwykle spieprzyłem sprawę i lina pękła, gdy zeskoczyłem ze stołka. Rozmyślając o mojej żałosnej próbie samobójczej doszedłem do wniosku, że ktoś na górze tak strasznie mnie nie lubi, że nawet nie pozwala mi wejść do jego królestwa. Z drugiej strony pomyślałem, że może jednak warto jeszcze trochę tu „pobyć”. I wtedy właśnie znalazłem sposób na zostawienie czegoś po sobie. Postanowiłem pisać książki. I równie szybko zrezygnowałem z postanowienia.

Moja frustracja rosła wpadałem w coraz głębszą czarna dziurę i jak boga kocham nie ma szans bym się z niej wygrzebał. Kulminacją moich zmagań z samym sobą była wizyta u psychiatry. Wychodząc ze spotkania byłem bogatszy o kilka rad dotyczących tego jak mam żyć i jakie cele mam sobie wyznaczać. Jednym słowem byłem bogatszy o całe gówno. Nie mając już żadnych perspektyw na lepsze jutro postanowiłem skończyć ze sobą, ale tym razem raz i na zawsze.
Wszedłem na dach mojego 11-piętrowego bloku i skoczyłem. Leciałem, leciałem i spadłem..
I co się stało? Nic. To nie mógł być zbieg okoliczności. Ktoś miał wielką uciechę z zabawy ze mną. To już drugi raz nie mogłem się zabić. Po tym zdarzeniu przypomniałem sobie kwestie z jakiegoś filmu, gdy tytułowy bohater wygłasza pogląd o tym, że Bóg to dziecko z lupą, które bawi się nami przypalając nas jak dzieci przypalają za pomocą lupy mrówki. Ja byłem dziwnie odporny na ten święty ogień boskiej lupy i czego nie ukrywam: coraz bardziej zaczynało mnie to irytować.
Postanowiłem próbować różnych sposobów: tabletki- brałem całe opakowania proszków uspokajających i jedyne przykre skutki, które mnie spotkały to sraczka. Kula w łeb-zawsze, gdy miałem lufę w ustach spluwa się zacinała i nie wypalała. Sztyletowanie- tego nie próbowałem, ale pewnie i tak by nie podziałało. Jednym słowem byłem poza zasięgiem kostuchy.
Moja chęć do zejścia z tego świata rosła z dnia na dzień a nie było możliwości, aby ze sobą skończyć. Chodziłem poirytowany myślałem tylko o śmierci i o tym, dlaczego ta suka się na mnie uwzięła.
Żyłem tak z 50 lat i jedyne, czego chciałem to zasnąć i nie obudzić się. To było tak silne, że, codziennie próbowałem zabić się i codziennie tak samo wkurwiony wstawałem po nieudanej próbie samo destrukcji.Po tych kilkudziesięciu latach mam pewien pogląd na moją sytuację i jej przyczyny.Kiedyś w telewizji słyszałem, że każdy człowiek po śmierci będzie miał
własne piekło i własne niebo. Facet mówił, że te wszystkie pierdoły o aniołkach i diabełkach z widłami to bez sensu. Bo czy dla człowieka największą karą mnie było by życie w koszmarze, który prześladował go przez całe życie. Każdy ma swój własny koszmar i każdy zależnie od tego jak żył dostanie możliwość przebywania w swoim wymarzonym życiu albo wśród swoich fobii.
I może to właśnie jest moje piekło, miejsce, w którym musze żyć wiecznie, w którym codziennie widzę ludzi emanujących samotnością i pustką i codziennie modlę się tylko o ty by nie być takim jak oni jednocześnie wiedząc, że jestem bardziej pusty i samotny niż inni. Może ja wtedy umarłem, może tamten koniec to był tak naprawdę początek tego, czego się zawsze obawiałem..